Podsumowanie konkursu plastyczno – literackiego
„JA I MOJA RODZINA W TRAKCIE PANDEMII COVID-19”

Galeria zdjęć: [zobacz zdjęcia]

W maju 2020 r. w Szkole Podstawowej Nr 6 im. Szymona Szymonowica odbył się konkurs skierowany do uczniów klas IV-VIII, w którym uczniowie mogli rozwijać swoją kreatywność, wyobraźnię, talent literacki oraz plastyczny. Jednak głównym celem było zwrócenie dzieciom uwagi na możliwość poszukiwania nowych form artystycznego wyrazu swoich uczuć, przeżyć i doświadczeń związanych z szerzącą się na świecie pandemią Covid-19.

Rozstrzygnięcie konkursu miało miejsce 15 czerwca 2020 r. Do konkursu zgłoszono 25 prac. Wszystkie prace oceniane były w zgodnie z regulaminem konkursu wg następujących kryteriów:
- zgodność z regulaminem konkursu
- twórczy i kreatywny charakter pracy
- estetyka wykonania
- walory artystyczne i językowe
- samodzielność wykonania pracy

Nagrodzono:
1 miejsce: Wiktoria Bielak kl 5e
2 miejsce: Gałan Dominika kl 6b i Weronika Kuczaj kl 6b
3 miejsce: Michał Barczewski 5d

Wyróżnienia:
Hiacynta Marmaj kl 4b
Oskar Wirski kl 5a

Prace literackie:

Weronika Kuchaj kl 6b
„ Ja i moja rodzina w trakcie pandemii covid 19”.
Jeden dzień z siedzenia w domu ze względu na wirusa.

06.04.2020r. dwudziesty szósty dzień kwarantanny. Jest ciężko. Siedzę w domu i tyle… Czuję, jakby jakaś część mnie umarła. Na początku się cieszyłam, że będę mogła zostać w domu, ale teraz czuję się jakby za drzwiami mojego mieszkania stali żołnierze i pilnowali, aby nikt nie wyszedł.
Dzień zaczął się normalnie. Wstaję, myję się, ubieram, jem śniadanie.
- Znowu ten telewizor… Chyba tego nie zniosę! – myślę.
Wszyscy ciągle mówią o tym samym. Ile osób umarło, ile chorych itd. Może nie oglądam, ale muszę tego słuchać, bo moja mama ogląda. Tak, siedzę w domu z mamą. Nie to, że się nie cieszę, tylko… mam wrażenie, że mamy już siebie dość.
Tata musi chodzić do pracy, ponieważ potrzebujemy pieniędzy na jedzenie. Moi rodzice bardzo się zmienili. Ciągle są jacyś poddenerwowani i czasem, aż ciężko się z nimi rozmawia, ale zauważyłam też pewne zmiany u siebie. Zwykle jestem pogodna, uśmiechnięta, a teraz … Mam wrażenie jakby życie straciło sens. Zaczęłam codziennie płakać, smucić się. Jeszcze te lekcje! Jest ich za dużo, a nauczyciele za wiele od nas wymagają! Czuję się okropnie, gdyż nawet nie mam czasu na rozmyślanie i spacerowanie po domu. Na szczęście mam balkon, moją oazę spokoju. Mogę chociaż popatrzeć na trawę, drzewa, ptaki, odetchnąć świeżym powietrzem i o niczym nie myśleć. Porozmawiam sobie z koleżanką z ostatniego piętra lub z kolegą który wyprowadza psa. Od razu humor mi się poprawia. A potem lekcje i tak do wieczora… na samą myśl płakać mi się chce, bo wiem ile to trwa. Na szczęście wieczorem wraca tata i możemy coś obejrzeć razem, wszyscy. - Mamo? Czemu jesteś smutna?- zapytałam dzisiaj.
- Wydaje ci się – powiedziała ze spokojem. – Po prostu musimy nauczyć się żyć w nowej rzeczywistości. Nie będzie łatwo.
- Nie martw się, wszystko będzie dobrze – powiedziałam.
Po tych słowach przytuliłam ją. Chciałam, żeby ta chwila trwała dłużej, niestety musiałam wracać do lekcji…
Na szczęście ten dzień już prawie minął, lecz za nim pójdę spać, muszę się pomodlić, aby to wszystko szybko się skończyło…

Dominika Gałan kl 6b

U mnie w domu kwarantanna zaczęła się dość niefortunnie.
Zanim na powrót uzgodniliśmy (tak jak zawsze pod koniec czerwca), kto, o której ogląda telewizję, zmieniliśmy rozkład porządków i ogólnie, przyzwyczailiśmy się do siebie, minęło kilka dni. Kolejnych kilka upłynęło na odzwyczajeniu się od wstawania o piątej rano i zasypiania o dwudziestej pierwszej. Potem nadszedł czas wszechobecnej nudy. Na początku wychodziłam trochę na spacery, pamiętając o zachowaniu odległości, ale i tak nie zajmowało mi to całego dnia. W końcu ile można łazić po mieście bez celu? Resztę dnia spędzałam na odrabianiu prac domowych, za to mój tato przeszukiwał moją mini biblioteczkę w poszukiwaniu czegoś, co nie byłoby kryminałem, romansem lub lekturą szkolną. Ostatecznie zdecydował się na reportaż o angielskich lekarzach i według mnie był to dobry wybór, przynajmniej jak na gusta mojego ojca.
Na weekend wybraliśmy się do babci i wujostwa z kuzynem. Ja z babcią tradycyjnie robiłyśmy krzyżówki, co chwilę kreśląc odpowiedzi, a kiedy skończyliśmy, kuzyn zaciągnął mnie do gry na PlayStation. Mimo że Minecraft był starą grą i nawet pomijając fakt, że od dwóch lat mamy jedną z pierwszych wersji, za każdym razem uwielbialiśmy w niego grać. Kiedy już znudziliśmy się grą, poszliśmy na dwór grać w piłkę. Pamiętam, że mimo to, że wujek zamontował nam z tyłu domu drewnianą bramkę, i tak za siatkę posłużyły nam wielkie wrota stodoły. W końcu jednak i to nam się uprzykrzyło. Strasznie się ucieszyłam, gdy ciocia wyciągnęła z szopy rowery. Muszę przyznać, że dawno nie jeździłam na rowerze, a nasza stara zabawa w omijanie się nawzajem i wyścigi po całym gospodarstwie przysporzyła mi dużo radości. Nawet kiedy musieliśmy już wracać do domu, nie narzekaliśmy. Szafka ze słodyczami naszej babci (nazywana przez nas Sezamem) była wypełniona aż po brzegi i zanim zaczęliśmy odrabiać lekcje, radośnie pomniejszyliśmy jej zapasy.
Nawet jeśli kwarantanna często mnie i innych rozleniwia, cieszę się, że mam możliwość spędzić więcej czasu z rodziną. Nawet jeśli ta możliwość jest tak naprawdę koniecznością.


Tekst: Ewelina Sokołowska